Discussion:
Czas na czerwoną pigułkę rzeczywistości SF
(Wiadomość utworzona zbyt dawno temu. Odpowiedź niemożliwa.)
p***@polsek.org.pl
2005-06-27 07:39:02 UTC
Permalink
<p> Kiedy powstawa³a SF, SCIENCE Fiction, na pocz±tku tworzyli j± ludzie
¶ci¶le
zwi±zani z nauk± jako tak±. Starali siê zachowaæ pewn± zgodno¶æ
kreowanego ¶wiata z realiami fizyki czy techniki.
Tak w ka¿dym razie by³o w Z³otym Wieku Fantastyki, w latach 50
poprzedniego
stulecia. Nazwiska twórców z tamtego okresu zna chyba ka¿dy.
I mo¿na mówiæ, ¿e dla niektórych by³o to pewnego remedium, bo lepiej
byæ bardzo dobrym pisarzem SF, ni¿ bardzo s³abym chemikiem, np. jak Isaac
Asimow,
ale dba³o¶æ o szczegó³y by³a o wiele bardziej znacz±ca ni¿ teraz.
Nie wspominaj±c ju¿ nawet o póŒniejszych twórcach staczaj±cych siê
poprzez byle jak± SF, bajki dla du¿ych dzieciaków w stylu Fantasy
a¿ po totalny be³kot cyberpunka. Sytuacja odzwierciedla³a po czê¶ci to, co
dzia³o siê w ca³ej dzia³alno¶ci cz³owieka - taniej nakrêciæ
byle jaki film SF o wyprawie na Marsa ni¿ sam± wyprawê.
Koszty s± o kilka rzêdów wielko¶ci mniejsze. </p>

<p> Czy nale¿y oczekiwaæ manifestów "czysto¶ci", analogicznych do
filmowej Dogmy Larsa von Tiera? Pewn± prób± na pewno bêdzie
stworzona przez Geoff Rymana <a
href="http://mundanesf.com/default.asp?id=2&mnu=2">"The Mundane
Manifesto"</a> mocno dyskutowane na stosownym <a
href="http://mundane-sf.blogspot.com/">blogu</a>.
Czy wp³ynie to jednak na ca³±, nasz± kulture zadawalania siê zastêpnikami?


Wiecej: http://www.polsek.org.pl
Michał Szklarski
2005-06-27 08:24:59 UTC
Permalink
<p> Kiedy powstawała SF, SCIENCE Fiction, na początku tworzyli ją ludzie
ściśle
związani z nauką jako taką. Starali się zachować pewną zgodność
kreowanego świata z realiami fizyki czy techniki.
Nie starali się za to o takie drobiazgi, jak sensownie działające postaci
o jakiejkolwiek wiarygodności psychologicznej, w efekcie czego nawet
Ellisona ciężko się dzisiaj czyta, nie wspominając o takim asie, jak Hal
Clement, który nie tak dawno dostał retro-Hugo za wyjątkowo "zgodny z
realiami fizyki i techniki" oraz "dbający o szczegóły" badziew.
ale dbałość o szczegóły była o wiele bardziej znacząca niż teraz.
Nie wspominając już nawet o późniejszych twórcach staczających się
poprzez byle jaką SF, bajki dla dużych dzieciaków w stylu Fantasy
aż po totalny bełkot cyberpunka. Sytuacja odzwierciedlała po części to, co
działo się w całej działalności człowieka - taniej nakręcić
byle jaki film SF o wyprawie na Marsa niż samą wyprawę.
Koszty są o kilka rzędów wielkości mniejsze. </p>
Sytuacja odzwierciedlała generalne odchodzenie od scjentyzmu
przyrodniczego w nauce i światopoglądzie. Ja chyba jednak zrobię na
Polconie prelekcję o fetyszyzmie ścisłości w fantastyce.
<p> Czy należy oczekiwać manifestów "czystości", analogicznych do
filmowej Dogmy Larsa von Tiera?
Jeśli przez "czystość" rozumieć takie potwory, jak "Misja grawitacyjna",
to nie sądzę. Nawet Jacek Dukaj, który o "szczegóły" dba w sposób
nieosiągalny chyba dla kogokolwiek, wie, co to wiarygodna postać.
Czy wpłynie to jednak na całą, naszą kulture zadawalania się zastępnikami?
Pytanie sugerujące, sensowna odpowiedź niemożliwa.
--
_/~\_ _/~\_
@ @ Michał Szklarski o-o
^ ***@wp.pl ^
\-/ GG: 3920409 \~/
Marcin E. Hamerla
2005-06-27 08:35:53 UTC
Permalink
związani z nauką jako taką. Starali się zachować pewną zgodność
kreowanego świata z realiami fizyki czy techniki.
Tak w każdym razie było w Złotym Wieku Fantastyki, w latach 50
poprzedniego
stulecia. Nazwiska twórców z tamtego okresu zna chyba każdy.
I można mówić, że dla niektórych było to pewnego remedium, bo lepiej
być bardzo dobrym pisarzem SF, niż bardzo słabym chemikiem, np. jak Isaac
Asimow,
ale dbałość o szczegóły była o wiele bardziej znacząca niż teraz.
Nie za bardzo lubie SF z tamtego okresu. W szczegolnosci zas nie lubie
Asimova. Opowiesci proste jak konstrukcja cepa, bohaterowie bez
charakterow, pointy przewidywalne. "Niebezpieczne wizje" Ellisona to
juz chyba poznijesze lata, ale nawet to sie czyta z trudnoscia. Ziew.
Nie wspominając już nawet o późniejszych twórcach staczających się
poprzez byle jaką SF, bajki dla dużych dzieciaków w stylu Fantasy
Paradoksalnie czesto sympatyczniej sie to czyta. Do tej pory wspominam
chocby "zapomnij o Ziemi".
--
Pozdrowienia, Marcin E. Hamerla

"Every day I make the world a little bit worse."
Michal Radomil Wisniewski
2005-06-27 11:18:17 UTC
Permalink
Post by Marcin E. Hamerla
Nie za bardzo lubie SF z tamtego okresu. W szczegolnosci zas nie lubie
Asimova. Opowiesci proste jak konstrukcja cepa, bohaterowie bez
charakterow, pointy przewidywalne. "Niebezpieczne wizje" Ellisona to
juz chyba poznijesze lata, ale nawet to sie czyta z trudnoscia. Ziew.
A Dicka jak znajdujesz?

m.
Marcin E. Hamerla
2005-06-27 11:39:11 UTC
Permalink
Post by Michal Radomil Wisniewski
Post by Marcin E. Hamerla
Nie za bardzo lubie SF z tamtego okresu. W szczegolnosci zas nie lubie
Asimova. Opowiesci proste jak konstrukcja cepa, bohaterowie bez
charakterow, pointy przewidywalne. "Niebezpieczne wizje" Ellisona to
juz chyba poznijesze lata, ale nawet to sie czyta z trudnoscia. Ziew.
A Dicka jak znajdujesz?
Dicka ja nie lubie z innych wzgledow. To, ze rekwizytorium Dickowskie
zwykle wyglada tak jak z filmowego scifi klasy D, to nic. Gorzej, ze
Dick trafia w moje strachy - schizofreniczny swiat, ktorego nie mozna
w ogole poznac, bo caly czas jest sie na ktoryms poziomie klamstwa. Za
bardzo dla mnie to psycholskie.
Ale pamietaj o tym, ze rozmawiasz z kolesiem, ktory cale zycie bal sie
horrorow (!).
--
Pozdrowienia, Marcin E. Hamerla

"Every day I make the world a little bit worse."
Michal Radomil Wisniewski
2005-06-27 12:08:27 UTC
Permalink
Post by Marcin E. Hamerla
Dicka ja nie lubie z innych wzgledow. To, ze rekwizytorium Dickowskie
zwykle wyglada tak jak z filmowego scifi klasy D, to nic.
To zaleta, nie wada.
Post by Marcin E. Hamerla
Gorzej, ze
Dick trafia w moje strachy - schizofreniczny swiat, ktorego nie mozna
w ogole poznac, bo caly czas jest sie na ktoryms poziomie klamstwa. Za
bardzo dla mnie to psycholskie.
Ale pamietaj o tym, ze rozmawiasz z kolesiem, ktory cale zycie bal sie
horrorow (!).
Hmm, hmm.

m.
Marcin E. Hamerla
2005-06-27 15:35:31 UTC
Permalink
Post by Michal Radomil Wisniewski
Post by Marcin E. Hamerla
Dicka ja nie lubie z innych wzgledow. To, ze rekwizytorium Dickowskie
zwykle wyglada tak jak z filmowego scifi klasy D, to nic.
To zaleta, nie wada.
? Ze sie tak szybko nie zestarzeje? Jak dla mnie opowiadania Dicka
rowniez trącą naftalina.
Odnosnie starzenia sie, to tak na szybko ksiazki, ktore IMO sie nie
zestarzaly to Diuna (jedynka) i WP.

Se zrobilem test z nowej matury (GW). 9 na 10 - myslalem, ze bedzie
mniej ;--).
--
Pozdrowienia, Marcin E. Hamerla

"Every day I make the world a little bit worse."
Michal Radomil Wisniewski
2005-06-27 15:54:21 UTC
Permalink
Post by Marcin E. Hamerla
Post by Michal Radomil Wisniewski
Post by Marcin E. Hamerla
Dicka ja nie lubie z innych wzgledow. To, ze rekwizytorium Dickowskie
zwykle wyglada tak jak z filmowego scifi klasy D, to nic.
To zaleta, nie wada.
? Ze sie tak szybko nie zestarzeje?
Że ma świadomość tandety i ulotności większości takiego gadżeciarstwa i
podchodzi do sprawy z przymrużeniem oka.
Post by Marcin E. Hamerla
Jak dla mnie opowiadania Dicka
rowniez trącą naftalina.
Na zasadzie, że lęk przed bombą A dziś śmieszy, jak Konrada Godlewskiego?
Post by Marcin E. Hamerla
Odnosnie starzenia sie, to tak na szybko ksiazki, ktore IMO sie nie
zestarzaly to Diuna (jedynka) i WP.
Fantasy się zwykle nie starzeje.

m.
Marcin E. Hamerla
2005-06-27 19:59:37 UTC
Permalink
Post by Michal Radomil Wisniewski
Post by Marcin E. Hamerla
Post by Michal Radomil Wisniewski
Post by Marcin E. Hamerla
Dicka ja nie lubie z innych wzgledow. To, ze rekwizytorium Dickowskie
zwykle wyglada tak jak z filmowego scifi klasy D, to nic.
To zaleta, nie wada.
? Ze sie tak szybko nie zestarzeje?
Że ma świadomość tandety i ulotności większości takiego gadżeciarstwa i
podchodzi do sprawy z przymrużeniem oka.
Mi to nie pasi. Ja lubie gdy pisarz mnie oklamuje, ze opowiadana
historia to szczera prawda. A nie pomo puszczania oczka 'wicie -
rozumiecie' to wszystko fikcja.
Post by Michal Radomil Wisniewski
Post by Marcin E. Hamerla
Jak dla mnie opowiadania Dicka
rowniez trącą naftalina.
Na zasadzie, że lęk przed bombą A dziś śmieszy, jak Konrada Godlewskiego?
Stylistycznie daja naftalina.
Post by Michal Radomil Wisniewski
Post by Marcin E. Hamerla
Odnosnie starzenia sie, to tak na szybko ksiazki, ktore IMO sie nie
zestarzaly to Diuna (jedynka) i WP.
Fantasy się zwykle nie starzeje.
Taaa, jasne. Uwierzylem w to i kupilem Farhada Leibera. Złom.
--
Pozdrowienia, Marcin E. Hamerla

"Every day I make the world a little bit worse."
Michal Radomil Wisniewski
2005-06-27 22:17:07 UTC
Permalink
Post by Marcin E. Hamerla
Post by Michal Radomil Wisniewski
Że ma świadomość tandety i ulotności większości takiego gadżeciarstwa i
podchodzi do sprawy z przymrużeniem oka.
Mi to nie pasi. Ja lubie gdy pisarz mnie oklamuje, ze opowiadana
historia to szczera prawda. A nie pomo puszczania oczka 'wicie -
rozumiecie' to wszystko fikcja.
A, to już zależy od podejścia. Niektórzy biorą to na serio i tak też można.
Post by Marcin E. Hamerla
Post by Michal Radomil Wisniewski
Post by Marcin E. Hamerla
Jak dla mnie opowiadania Dicka
rowniez trącą naftalina.
Na zasadzie, że lęk przed bombą A dziś śmieszy, jak Konrada Godlewskiego?
Stylistycznie daja naftalina.
Rozwiń?
Post by Marcin E. Hamerla
Post by Michal Radomil Wisniewski
Post by Marcin E. Hamerla
Odnosnie starzenia sie, to tak na szybko ksiazki, ktore IMO sie nie
zestarzaly to Diuna (jedynka) i WP.
Fantasy się zwykle nie starzeje.
Taaa, jasne.
__zwykle__
Post by Marcin E. Hamerla
Uwierzylem w to i kupilem Farhada Leibera. Złom.
O kurczę. Kupiłem to na zeszłym Polconie, wstawiłem do szafy i zapomniałem.
Dzięki.

m.

Wojciech Orlinski
2005-06-27 14:43:26 UTC
Permalink
On 2005-06-27 10:35:53 +0200, Marcin E. Hamerla
Post by Marcin E. Hamerla
związani z nauką jako taką. Starali się zachować pewną zgodność
kreowanego świata z realiami fizyki czy techniki.
Tak w każdym razie było w Złotym Wieku Fantastyki, w latach 50 poprzedniego
stulecia. Nazwiska twórców z tamtego okresu zna chyba każdy.
I można mówić, że dla niektórych było to pewnego remedium, bo lepiej
być bardzo dobrym pisarzem SF, niż bardzo słabym chemikiem, np. jak
Isaac Asimow,
ale dbałość o szczegóły była o wiele bardziej znacząca niż teraz.
Nie za bardzo lubie SF z tamtego okresu.
"Golden age of science fiction is eleven". Nie pamiętam, czyje - ale
trafiające w sedno.
--
C'est moi Seskapile, le pirate tres classe
Je suis toujours pret a vous faire une crasse
Godryk
2005-06-27 13:04:13 UTC
Permalink
FUT zignorowałem:
<polsek-***@polsek.org.pl>: host mail.polsek.org.pl[217.96.60.102] said: 550
5.1.1 <polsek-***@polsek.org.pl>... User unknown (in reply to RCPT TO
command)

... i w zasadzie nawet bym olał, bo nie lubię dupków, którzy wysyłają
swoje wypociny, chociaż nie są zainteresowani dyskusją - niemniej, skoro
już napisałem, to poślę tu.

I nastał wieczór, i stał się zaranek,
<p> Kiedy powstawała SF, SCIENCE Fiction, na początku tworzyli ją ludzie
ściśle
związani z nauką jako taką. Starali się zachować pewną zgodność
kreowanego świata z realiami fizyki czy techniki.
Tak w każdym razie było w Złotym Wieku Fantastyki, w latach 50
poprzedniego
stulecia. Nazwiska twórców z tamtego okresu zna chyba każdy.
To ja poproszę o tytuły, których autorzy faktycznie taką zgodność
zachowali. Owszem, teoretycznie science fiction miała pokazywać
wpływ _hipotetycznych_ odkryć lub wynalazków na przyszłą historię
świata - zgodnie z ówczesnymi realiami. Tyle że często juz w kilka
lat pózniej kolejne odkrycia naukowe falsyfikowały założenia autorów.
Dziś wiemy, że małe rakietki na paliwo jądrowe, obecne w opowiadaniach
Weinbauma, albo pomysły wynalazcy Galleghera z opowiadań Kuttnera,
to czysta fantazja. No fakt, to były teksty starsze, z lat 30. i 40.
No więc dobrze - proszę o konkretne tytuły z lat 50.

Pomijając już zupełnie taki drobiazg, ze to założenie wyewoluowało
dopiero w złotym wieku sf i dotyczyło tylko części utworów, wcale
niekoniecznie najpopularniejszych. Przeciwnie - te najbardziej popularne
wykorzystywały naukę i hipotetyczne "odkrycia" jako parawan dla zupełnie
nieprawdopodobnej, ale sensacyjnej i przez to wciagajacej historii.
I można mówić, że dla niektórych było to pewnego remedium, bo lepiej
być bardzo dobrym pisarzem SF, niż bardzo słabym chemikiem, np. jak Isaac
Asimow,
... który dziwnym trafem otrzymywał nagrody za działalność
popularyzatorską w dziedzinie chemii...
ale dbałość o szczegóły była o wiele bardziej znacząca niż teraz.
Nie wspominając już nawet o późniejszych twórcach staczających się
poprzez byle jaką SF, bajki dla dużych dzieciaków w stylu Fantasy
aż po totalny bełkot cyberpunka.
Czemu "staczajacych się"? Baśnie też są potrzebne. ;-) Ponadto sceneria
fantasy czy cyberpunka może być (ale oczywiście nie musi i zwykle
nie była) doskonałym entourage dla fantastyki o zacięciu psycho-
i socjologicznym. Bo i czemu nie? Całkiem nieźle pod tym względem
wypada fantasy pisana przez LeGuin.
Sytuacja odzwierciedlała po części to, co
działo się w całej działalności człowieka - taniej nakręcić
byle jaki film SF o wyprawie na Marsa niż samą wyprawę.
Koszty są o kilka rzędów wielkości mniejsze. </p>
Inaczej: łatwiej znaleźć źródło finansowania produkcji rozrywkowej
(która ma duze szanse przynieść kolosalne zyski, a przynajmniej zwrócić
wszystkie koszty), niż badań podstawowych i eksploracyjnych (które w tym
wypadku nie dają sponsorowi żadnych praw ani bezpośrednich przychodów).
<p> Czy należy oczekiwać manifestów "czystości", analogicznych do
filmowej Dogmy Larsa von Tiera? Pewną próbą na pewno będzie
stworzona przez Geoff Rymana <a
href="http://mundanesf.com/default.asp?id=2&mnu=2">"The Mundane
Manifesto"</a> mocno dyskutowane na stosownym <a
href="http://mundane-sf.blogspot.com/">blogu</a>.
Czy wpłynie to jednak na całą, naszą kulture zadawalania się zastępnikami?
Znaj proporcją, mocium panie. Na dobrą sprawę z tym pytaniem należałoby
się zwrócić do krytyków, filmowców, pisarzy. A my tutaj jesteśmy
raczej szarymi żuczkami, które tę kulturę konsumują. ;-)
--
Godryk :: Tomek Marcinkowski :: http://godric.sf-f.pl
______________________________________________________________
[ et qu'un prenom de femme ] <<<
Marcin E. Hamerla
2005-06-27 13:51:35 UTC
Permalink
Post by Godryk
... i w zasadzie nawet bym olał, bo nie lubię dupków, którzy wysyłają
swoje wypociny, chociaż nie są zainteresowani dyskusją - niemniej, skoro
już napisałem, to poślę tu.
A Ty nie wiesz, ze kolesie stamtad pare lat temu zapisywali hurtem
ludzi na jakas swoja liste dyskusyjna z ktorej nie mozna sie bylo
wypisac? Wkurzajace to bylo.
--
Pozdrowienia, Marcin E. Hamerla

"Every day I make the world a little bit worse."
Grzegorz Szczepanik
2005-06-27 21:34:19 UTC
Permalink
Post by Marcin E. Hamerla
Post by Godryk
... i w zasadzie nawet bym olał, bo nie lubię dupków,
którzy wysyłają swoje wypociny, chociaż nie są
zainteresowani dyskusją - niemniej, skoro już
napisałem, to poślę tu.
A Ty nie wiesz, ze kolesie stamtad pare lat temu
zapisywali hurtem ludzi na jakas swoja liste dyskusyjna z
ktorej nie mozna sie bylo wypisac? Wkurzajace to bylo.
Jeden koleś. Cały czas ten sam.


Pozdrawiam
Grzegorz Szczepanik
Jakub Gwozdz
2005-06-27 16:24:31 UTC
Permalink
Post by Godryk
<p> Kiedy powstawała SF, SCIENCE Fiction, na początku tworzyli ją ludzie
ściśle
związani z nauką jako taką.
Na przykład Verne? Nie był w ogóle związany z nauką jako taką, a jego
teksty nie były wydawane jako zbyt naukowe i za trudne dla czytelnika.
Post by Godryk
Sytuacja odzwierciedlała po części to, co
działo się w całej działalności człowieka - taniej nakręcić
byle jaki film SF o wyprawie na Marsa niż samą wyprawę.
Koszty są o kilka rzędów wielkości mniejsze. </p>
Inaczej: łatwiej znaleźć źródło finansowania produkcji rozrywkowej
(która ma duze szanse przynieść kolosalne zyski, a przynajmniej zwrócić
wszystkie koszty), niż badań podstawowych i eksploracyjnych (które w tym
wypadku nie dają sponsorowi żadnych praw ani bezpośrednich przychodów).
No, za to gdyby ogłoszono nową zimną wojnę między Hollywood a wschodnim
odpowiednikiem, gdzie punktem honoru i prestiżu byłoby pierwsze w
historii zrealizowanie filmu na Marsie...
Mielibyśmy powtórkę z "Capricorn One", która byłaby znacznie bardziej
atrakcyjna, niż ewentualna prawdziwa wyprawa :)


Okej, też nie lubię, jak autorzy obrażają moją inteligencję, ale dla
przyjemności oglądania/czytania jestem w stanie przeboleć X-Wingi
strzelające powolnie lecącymi i świecącymi odcinkami laserów. Nigdy nie
przyszłoby mi mieć pretensji do Lema tylko dlatego, że przygody Ijona
Tichego nie mają racji bytu w świecie, gdzie obowiązują jako takie prawa
fizyczne. Kwestia konwencji.
--
Gwoździu
Jo'Asia
2005-06-27 14:25:58 UTC
Permalink
Czy należy oczekiwać manifestów "czystości", analogicznych do
filmowej Dogmy Larsa von Tiera? Pewną próbą na pewno będzie
stworzona przez Geoff Rymana <a
href="http://mundanesf.com/default.asp?id=2&mnu=2">"The Mundane
Manifesto"</a> mocno dyskutowane na stosownym <a
href="http://mundane-sf.blogspot.com/">blogu</a>.
Czy wpłynie to jednak na całą, naszą kulture zadawalania się zastępnikami?
To co chciałabym napisać napisali już inni. M.in. Ian McDonald:
<http://www.livejournal.com/users/ianmcdonald/2378.html>

Jo'Asia
--
__.-=-. -< Joanna Słupek >----------------------< http://esensja.pl/ >-
--<()> -< joasia @ hell . pl >------< http://bujold.fantastyka.net/ >-
.__.'| -< Chłopaj odego topca! {Szeryf z Rottingham} >-
Wojciech Orlinski
2005-06-27 14:39:41 UTC
Permalink
<p> Kiedy powstawała SF, SCIENCE Fiction, na początku tworzyli ją ludzie ściśle
związani z nauką jako taką. Starali się zachować pewną zgodność
kreowanego świata z realiami fizyki czy techniki.
Tak w każdym razie było w Złotym Wieku Fantastyki, w latach 50 poprzedniego
stulecia. Nazwiska twórców z tamtego okresu zna chyba każdy.
I można mówić, że dla niektórych było to pewnego remedium, bo lepiej
być bardzo dobrym pisarzem SF, niż bardzo słabym chemikiem, np. jak
Isaac Asimow,
ale dbałość o szczegóły była o wiele bardziej znacząca niż teraz.
Rety, inżynier Eustachy Białoborski wyszedł z grobowca i straszy!
--
Je suis Maxagaze, c'est moi qui ramasse
Je vibro-aspire tout ce qui passe
ATW
2005-06-27 15:20:27 UTC
Permalink
No... Widzę, że wszystkie jedne biją, to i ja się ustawię. Po drugiej
stronie. Bo zaczyn wątku trąca jakąś strunę niedosytu, bo rzucane
przez grupę argumenty jakoś nie trafiają mi do przekonania, bo,
wreszcie, jakoś to jednostronne.

IMHO odchodząc od ścisłego wiązania SF z nauką zagubiono zupełnie to
[S]. I co z tego, że w jednej czy drugiej książczynie bohater jest tak
wielowymiarowy jak kaledoskopowe widoczki, że rys postaci jest głęboki
jak Rów Mariański, skoro z dobrym czytaniem to nie ma nic wspólnego.
Przez większość czasu taki wytwór boleści lewego trzonowca autora
pojękuje, myśli lub myśli o czym będzie myślał gdy pomysli o myśleniu.
A gdyby przez przypadek wymazać z tekstu kilka wykoślawionych nazw,
odciąć mu pilota od jakiejś holowizji, to pozostaje paści w stylu
dziennika pojękującej tłuścioszki o imieniu (chyba) Bridget. Albo w
drugą stronę. Karmi się nas literkami o jakichś śmierdząconogich
karsnoludach, facetach rekompensujących sobie kompleksy wielkością
miecza czy elfach. Z tym, że te ostatnie są o tyle ciekawe, że raz są
cacy, raz be, zawsze lepsiejsze od podłych ludzi i mimo to
nieodmiennie dostające od tychże ludzi łomot. Ach, byłbym zapomniał.
Na krawędzi tego wszystkiego pokutuje jakiś cyberpunk, gdzie autorom
się wydaje (zapewne z dużym udziałem produkcji wizualnych zza Wielkiej
Wody), że włamywanie się do sieci to jakieś machanie ręcyma i nogima w
rękawiczkach odrutowanych, a liczby pierwsze, to te co mają jedynkę na
poczatku. Wszystkie te współczesne trendy (bo pisarz musi być trendy)
łaczy jedno - spuszczenie [S] w klozecie.

Dla wyjasnienia: nie twierdzę, że porządny literacki warsztat (taki od
ortografii, do budowania postaci czy narracji) to rzecz drugorzędna.
Wprost przeciwnie. Tylko czy wystarczająco dobry ów warsztat czyni SF?
Czy przypadkiem proporcja nie została zachwiana? Hę?
--
ATW
Wojciech Orlinski
2005-06-27 15:25:38 UTC
Permalink
Post by ATW
IMHO odchodząc od ścisłego wiązania SF z nauką zagubiono zupełnie to
[S]. I co z tego, że w jednej czy drugiej książczynie bohater jest tak
wielowymiarowy jak kaledoskopowe widoczki, że rys postaci jest głęboki
jak Rów Mariański, skoro z dobrym czytaniem to nie ma nic wspólnego.
A co z tego, że wszystkie dzyndzloblastrony są opisane zgodnie z wiedzą
o fizyce i chemii, skoro z dobrym czytaniem to nie ma nic wspólnego?
--
J'ai une obsession: la domination
Je n'ai qu'une passion: la possession
Maciej Bojko
2005-06-27 15:51:36 UTC
Permalink
On Mon, 27 Jun 2005 07:39:02 +0000 (UTC), polsek-***@polsek.org.pl
wrote:

[ciach wszystko]

Iście, fantastyczna gramatyka, ortografia i interpunkcja.
--
Maciej Bójko
***@students.mimuw.edu.pl
Kontynuuj czytanie narkive:
Loading...